Mój własny branding

Dla większości projektantów przychodzi chwila, kiedy są zmuszeni do współpracy z wyjątkowo wymagającym klientem: z samym sobą. W takim przypadku pojawia się często wrażenie, że w jednym ciele mieszczą się dwie osoby: zleceniodawca i projektant.

Tego typu projekty potrafią być prawdziwym wyzwaniem, kiedy „zleceniodawca” bezustannie narzeka: ile jeszcze będzie tych poprawek? Czy możemy się pośpieszyć? Chcielibyśmy opublikować portfolio w maju, a już jest koniec kwietnia.

Nie uleganie tym ponagleniom jest niezwykle trudne, jednak nieodzowne, jeśli projekt ma być dobry.

Burza mózgu

Na początku postanowiłem zaprojektować fundament identyfikacji, do którego później będę mógł dobudować kolejne kondygnacje. Fundamentem tym były logotyp i wzornik kolorów.

Prace projektowe rozpocząłem od logotypu. Miałem kilka założeń wstępnych: wiedziałem, że mój znak musi mieć charakter monogramu, wiedziałem że musi pokazywać moje zaintersowanie pismem / typografią, wiedziałem też że oceniać go będą projektanci lepsi ode mnie, więc powinien pokazywać moje przywiązanie do szczegółu.

Przez kilka tygodni pozostawałem w fazie szkiców. Rysując odręcznie i odrzucając tony pomysłów (kartka obok, to tylko jedna z wielu, jakie powstały), byłem w stanie znaleźć jedną koncepcję, nad którą warto było pracować dalej: litery P i Ł połączone w jedną całość i wpisujące się w kwadrat.

Było to idealne rozwiązanie. Kwadrat utożsamia stabilność i solidność, twardo opiera się na ziemi. Są to bardzo bliskie mi wartości. Kwadrat jest też jedną z figur doskonałych, co ułatwia jego wizualny odbiór. Prostota i elegancja znaku dobrze obrazowały moje dążenie do sedna rzeczy, bez zbędnych ozdobników.

Projektując znak, wykonałem ukłon w stronę ponadczasowego kroju pisma, Futury Paula Rennera. W elementach poziomych i pionowych zastosowałem, proporcjonalnie, te same grubości, co w jej doskonałych glifach.

„P” Futury było nieco za wątłe i zbyt wysokie dla moich potrzeb. Znak powinien być bardziej zwarty i czytelny jako favicona strony internetowej (16px x 16px). Dodałem większy łuk, który ustawiłem bliżej środka znaku.

Znak wymagał jeszcze „dopieszczenia”. Były to, przede wszystkim korekty optyczne łuku „P”. Część pionowa wymagała pogrubienia, zaś fragmenty poziome ograniczenia grubości.

Przesuwanie literek

Kolejnym krokiem było dobranie odpowiedniej typografii. W toku poszukiwań odpowiedniego kroju trafiłem na darmowy font Jaapokki, który dobrze wpasowuje się w „solidny” charakter znaku. Problemem okazało się ustawienie świateł międzyznakowych, gdyż autor kroju nie przywiązał do niego większej wagi.

Granat z nutą szaleństwa

Dobór odpowiedniej kolorystyki zajął dłuższą chwilę. Założyłem, że głównym kolorem identyfikacji będzie ciemny granatowy, na którym logo w kontrze będzie się prezentować dość poważnie. Chłodny czerwony i błękitny dodałem jako kolory akcentów. Dało się jednak odczuć brak dynamiki, pewną ociężałość… Gradient czerwonego i pomarańczowego wprowadził potrzebny temperament.